Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen Hoover. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Colleen Hoover. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 czerwca 2018

PRZEDPREMIEROWO "Without Merit" - Colleen Hoover

Już 20 czerwca premierę będzie miała najnowsza powieść mojej ulubionej autorki. Mowa tu oczywiście o Colleen Hoover i "Without Merit". Jestem chyba Jej największą fanką, z wypiekami na twarzy pochłaniam każdy Jej kolejny romans. Co więc myślę o "Without Merit"? Na początku zdradzę Wam tylko, że ta książka jest zdecydowanie inna od pozostałych. Czy gorsza, czy lepsza - tego dowiecie się z recenzji.


Siedemnastoletnia Merit na pewno nie ma normalnego życia. Jej schorowana matka mieszka w piwnicy, a ojciec na górze – z nową żoną i dziećmi z obu małżeństw. Jej siostra bliźniaczka, śliczna Honor, to chodzący ideał, a brat Utah – nieznośny perfekcjonista. Merit czuje, że jest ich zupełnym przeciwieństwem, że wciąż robi coś nie tak, jak powinna, a na dodatek stale przydarza jej się coś złego. Najbardziej bolesne są dla niej jednak kolejne tajemnice, które coraz bardziej oddalają od siebie członków rodziny. W tym sekret samej Merit: dziewczyna zakochuje się w chłopaku swojej siostry. Sytuacja zaczyna ją przerastać. Rezygnuje ze szkoły, zaszywa się w domu i po cichu „znika z własnego życia”, a w końcu postanawia opuścić dom na zawsze. Jednak jej plan nie wypala i musi zdecydować… czy może dać drugą szansę nie tylko swojej rodzinie, ale również sobie.


Tak jak wspomniałam wcześniej "Without Merit" różni się znacznie od pozostałych książek Hoover. Najbardziej zauważalną różnicą jest to, że tym razem (o dziwo!) Colleen odkłada wątek romantyczny na dalszy plan. Tutaj rządzą problemy rodziny Voss. Każdy jej członek jest moim zdaniem delikatnie przerysowany, gdyż każdy zmaga się z zupełnie innym kłopotem, co można uznać za mało wiarygodne i trochę absurdalne. Wydawać by się też mogło, że bohaterowie żyją w innej rzeczywistości, nie chcę Wam psuć niespodzianki i zdradzać fabuły, więc o tym będziecie musieli przekonać się sami. Bardzo polubiłam poczucie humoru Hoover w tej powieści. Nie raz śmiałam się właśnie ze wspomnianej wyżej absurdalności i niedorzecznych sytuacji, które przydarzały się bohaterom. Mimo że wiem, że to Merit jest tutaj główną postacią, to zabrakło mi trochę rozbudowania przez autorkę wątków pozostałych członków rodziny Voss. Mam tu na myśli ich osobowości, bliższe przyjrzenie się ich psychice oraz powodom, które spowodowały ich indywidualne problemy. Chociaż nie chcę tu powiedzieć, że są nijacy, bo to na pewno nie ma tutaj miejsca. Każdego z nich już na początku oceniamy, akceptujemy jego decyzje, działa Nam na nerwy albo zyskuje Naszą sympatię. Dopiero z czasem uczymy się, że nie należy oceniać ludzi po okładce, że każdy zasługuje na drugą szansę, że my sami nie jesteśmy idealni, więc nie powinniśmy wymagać też tego od innych. I najważniejsze! Że musimy nauczyć się wybaczać, wtedy na pewno będzie Nam lepiej. 


Książkę (tak jak pozostałe powieści Hoover) pochłonęłam w zabójczym tempie, mimo początkowych małych trudności z wciągnięciem się w fabułę. Colleen po prostu wie, jak pisać, żeby zaciekawić czytelnika i sprawić, by nie mógł oderwać się od lektury. Muszę Was jednak ostrzec, że jeśli liczycie na to, że po przeczytaniu "Without Merit" Wasze serce rozpadnie się na milion kawałków i nie będziecie się mogli pozbierać, to akurat tym razem to nie będzie miało miejsca. Powieść porusza bardzo ważny problem, który może spotkać każdego z Nas i owszem jest ona przepełniona emocjami, należy wyciągnąć z niej wnioski i zapadnie Wam w pamięci, jednak raczej nie uronicie przy niej wielu łez.  


Czy polecam? Jak najbardziej! Mimo że książka jest raczej skierowana do młodszych czytelników, to moim zdaniem problem w niej poruszany dotyczy tak naprawdę każdego z Nas, czy młodszego, czy starszego, więc jak najbardziej uważam, że bez względu na wiek powinniśmy zapoznać się z tą pozycją. Dla fanów Hoover jest to oczywiście lektura obowiązkowa! Może i "Without Merit" nie wskoczy do moich ulubionych powieści tej autorki, jednak na pewno na długo zapamiętam jej przesłanie i wyciągnięte wnioski/ I bardzo się cieszę, że możemy poznać Colleen od innej strony, że wyszła poza wyrobione przez samą siebie schematy oraz  że zaskoczyła czymś czytelników - mnie pozytywnie i mam nadzieję, że z Wami będzie podobnie! A jeżeli chodzi o pytanie, czy powieść jest gorsza czy lepsza od wszystkich poprzednich, to napiszę po prostu, że jest inna. Dla mnie tak samo dobra :)

Jeśli jesteście już po lekturze, to koniecznie podzielcie się wrażeniami na temat "Without Merit". Ja słyszałam już mnóstwo opinii, jedne pozytywne, drugie mniej, więc ciekawa jestem, jak to jest z Wami :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:




niedziela, 27 maja 2018

Trylogia "Slammed" - Colleen Hoover

Jak zapewne niektórzy wiedzą Colleen Hoover jest jedną z moich ulubionych autorek. Z niecierpliwością wyczekuję każdej Jej kolejnej powieści, którą pochłaniam z zapartym tchem. I mimo powielanych często schematów, każda książka Hoover zostawia we mnie jakiś ślad. Trylogię "Slammed" ciężko było dostać w ostatnich latach w księgarniach, więc Wydawnictwo YA! postanowiło wydać ją w nowych okładkach. To był strzał w dziesiątkę, gdyż teraz nie musimy przekopywać połowy internetu w poszukiwaniu tych trzech książek, a z historią Lake i Willa zdecydowanie warto się zapoznać! Nie chcę Wam zdradzać fabuły wszystkich trzech części, więc napiszę kilka słów na temat pierwszego tomu.


Layken skończyła właśnie osiemnaście lat. Kilka miesięcy wcześniej niespodziewanie straciła ojca. Wraz z kochającą matką i młodszym bratem postanawiają zostawić za sobą przeszłość w Teksasie, by móc rozpocząć nowe życie w Michigan. Sprzedają dom, pakują rodzinne pamiątki i wyruszają na północ. Każde z nich z innymi obawami i planami na przyszłość. Zarówno Layken, jak i Kel nie chcą porzucać szkoły, przyjaciół, ulubionych miejsc. Nie wiedzą, co ich czeka tysiące kilometrów od domu. Prawdziwego domu. Julia, choć się martwi, stara się dodać otuchy swoim dzieciom i wesprzeć ich w najtrudniejszych chwilach. Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że już pierwszy kontakt z sąsiedztwem z naprzeciwka zwiastuje poważne zmiany w rodzinnych relacjach. A to dopiero początek niezwykle emocjonalnej, chwilami przezabawnej historii rodziny Cohen i Cooperów, w której nikt nie zdaje sobie sprawy, jak ich członkowie staną się sobie bliscy w obliczu śmiertelnej choroby i codziennych problemów.


Colleen Hoover po raz kolejny udowodniła, że wie, jak wciągnąć czytelnika w wykreowany przez siebie świat, a dodatkowo jak sprawić, żeby szybko o nim nie zapomniał. W "Pułapce uczuć" narratorką jest Layken, poznajemy całą historię widzianą oczami tej dziewczyny. Muszę przyznać, że momentami działała mi ona na nerwy, ale to w końcu nastolatka, więc miała prawo do częstej zmiany zdania czy humoru. Choć nie ukrywam, że niektóre jej decyzje i zachowania były bardzo infantylne, a ja sama nieraz miałam ochotę na nią nakrzyczeć. Na szczęście złe momenty wynagradzał mi Will, który został moim kolejnym książkowym mężem. Mimo że jest tylko kilka lat starszy od Lake, to jest zdecydowanie bardziej dojrzały i odpowiedzialny. Postacie drugoplanowi idealnie uzupełniają tę trylogię, ich przygody są równie ciekawe, co losy Willa i Lake. Colleen zadbała o świetne poczucie humoru, sceny smutku przeplatają się ze scenami radości, więc dostajemy tu cały kalejdoskop emocji. Sposób, w jaki autorka przedstawiła problemy dotykające bohaterów również zasługuje na pochwałę. Ja osobiście nauczyłam się, że po burzy zawsze wychodzi słońce i nawet, gdy wydaje nam się, że jesteśmy w najgorszym momencie swojego życia, to warto się uśmiechnąć, znaleźć iskierkę nadziei na lepszy dzień oraz przeżywać wszystkie smutki z najbliższymi nam osobami, bo wtedy wszystko staje się lepsze i łatwiejsze. Książkę pochłania się w ekspresowym tempie, nie można odłożyć jej na półkę. Podświadomie kibicujemy dwójce głównych bohaterów, trzymamy za nich kciuki. "Pułapka uczuć" to wzruszająca powieść zarówno dla młodszych jak i starszych czytelników. Pokazuje jak radzić sobie ze stratą najbliższych osób oraz porusza inne ważne życiowe tematy. 


"Nieprzekraczalna granica" to drugi tom tej trylogii i zdecydowanie mój ulubiony. W drugiej części poznajemy dalsze losy Lake i Willa, tylko tym razem to właśnie on jest narratorem. Na moje nieszczęście Layken mimo upływu czasu zbytnio się nie zmieniła, cały czas działała mi na nerwy, a jej zachowanie nadal było dziecinne. No ale cóż, nie można lubić każdego bohatera książkowego ;) Ten tom jest zdecydowanie "luźniejszy" niż "Pułapka uczuć", bohaterowie borykają się z problemami życia codziennego, które na szczęście szybko udaje im się rozwiązać. Mimo że "Point of Retreat" nie wzbudza już tylu emocji co pierwsza część, to i tak warto się zapoznać z tą książką, szczególnie jeśli polubiliście Willa i Lake już w "Slammed". Nie nastawiajcie się tylko na tak samo wzruszającą i wyciskającą łzy powieść, bo tego na pewno nie dostaniecie, czekać na Was za to będzie lekka i przyjemna lektura, świetne poczucie humoru i ulubieni bohaterowie.


"Ta dziewczyna" to już ostatni tom trylogii Colleen Hoover. Niestety ten jako jedyny zupełnie nie przypadł mi do gustu. Narratorem podobnie jak w "Nieprzekraczalnej granicy" jest Will, a wydarzenia rozgrywające się w książce to te same, które miały miejsce w "Pułapce uczuć", tylko opowiedziane z perspektywy głównego bohatera. Moim zdaniem ta część jest zbędna, nie wnosi ona nic nowego do historii Lake i Willa, czytałam ją na siłę i męczyłam przez prawie trzy tygodnie. Ja osobiście nie lubię czytać dwa razy tego samego, ale nie zdziwię się, jak dla wielu z Was takie zakończenie będzie idealnym podsumowaniem tego, co działo się w poprzednich tomach. 


Lekturę "Pułapki uczuć" polecam przede wszystkim fanom Colleen Hoover (wiele osób uważa, że to Jej najlepsze książki), ale także wszystkim, którzy lubią mądre i niebanalne powieści, z których można wyciągnąć wnioski i nauczyć się czegoś nowego. Bez względu na wiek uważam, że warto zapoznać się z tą wzruszającą trylogią, zapewniam, że nie raz podczas lektury będziecie się śmiać, a w niektórych momentach uronicie także łzę smutku. 

Koniecznie dajcie znać, jak Wasze wrażenie po lekturze "Pułapki uczuć", czy są to Wasze ulubione książki Hoover, czy raczej plasujecie je na dalszej pozycji w rankingu! :)


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania trylogii "Pułapka uczuć" dziękuję:


poniedziałek, 30 października 2017

"It Ends with Us" - Colleen Hoover

Jeśli od dłuższego czasu śledzicie mój profil na Instagramie albo bloga, to zapewne wiecie, że Colleen Hoover jest jedną z moich ulubionych autorek. Z niecierpliwością wyczekuję każdej Jej kolejnej powieści. Nikt tak jak Ona nie potrafi łamać serca czytelników na milion maleńkich kawałków. Każda historia przez Nią stworzona odciska na mnie piętno, jest lekcją życia, którą postaram się zapamiętać do jego końca. Czy również w swojej najnowszej powieści "It Ends with Us" Colleen Hoover dostarcza czytelnikowi całego kalejdoskopu emocji? Czy i tym razem dociera do najgłębszych zakamarków ludzkiego serca?


Lily Bloom ma nietypowe marzenie. Chce otworzyć kwiaciarnię dla osób, które... nie lubią kwiatów. Dzięki swojemu uporowi oraz dążeniu do wyznaczonego celu udaje jej się zrealizować ten plan. Gdy na tarasie wieżowca spotyka przystojnego lekarza Ryle'a Kincaida, jej życie wywraca się do góry nogami. Mimo że dziewczyna nie chce tego przed sobą przyznać, powoli zaczyna się w niej budzić uczucie do tajemniczego mężczyzny. Kiedy wszystko zaczyna układać się po myśli Lily, nagle życie płata jej niemałego figla... Tylko dawny przyjaciel z czasów młodości jest w stanie dostrzec to, co kryje się za idealnym związkiem Lily i Ryle'a. Kiedyś dziewczyna pomogła Atlasowi Corriganowi, czy tym razem on wyciągnie do niej pomocną dłoń?


Po przeciętnej lekturze "Confess" nie nastawiałam się, że "IEWU" będzie powieścią z fajerwerkami, jednak bardzo miło się zaskoczyłam. Do tej pory moją ulubioną książką CoHo była "Ugly Love". Od niedawna jej pozycję zajmuje "It Ends with Us". Najnowszą książkę autorki pochłonęłam w jeden dzień, nie mogłam się od niej oderwać nawet na sekundę, musiałam poznać zakończenie historii Lily i Ryle'a. Wielokrotnie podczas czytania łzy płynęły mi po policzkach, Colleen wywołała we mnie mnóstwo momentami skrajnych emocji i roztrzaskała moje serce na milion kawałków. Nie jest to zdecydowanie łatwa książka, obok której przejdziemy obojętnie, porusza ona bardzo ważny problem, który współcześnie (jestem pewna) dotyka bardzo wiele rodzin i par.


Są takie tematy, na które nie rozmawia się w towarzystwie, o których wstyd Nam czasami komukolwiek wspomnieć, nie chcemy się z nikim nimi dzielić bojąc się oceny drugiej osoby. Tych właśnie tematów, tematów tabu, nie boi się poruszać w swoich książkach Colleen Hoover. A co więcej, otwarcie mówi, że te problemy dotknęły również jej rodzinę oraz najbliższe otoczenie. To sprawia, że autorka wydaje Nam się bardziej ludzka, możemy się z nią utożsamić, znaleźć wspólny język, lepiej zrozumieć, co chce Nam przekazać. A przekazać chce Nam bardzo wiele, chce otworzyć Nasze oczy, sprawić, abyśmy wyciągnęli wnioski z Jej historii i zwracali większą uwagę na to, co dzieje się wokół Nas. Może nawet nie jesteśmy świadomi tego, że tuż za rogiem jest osoba, która potrzebuje Naszej pomocy, potrzebuje autorytetu, kogoś, kto da jej motywację do działania i przeciwstawienia się złemu traktowaniu. Nie zapominajmy, że każdy zasługuje na szacunek, każdy ma swoją godność, której nie możemy nikomu odebrać. Nie chcę Wam spoilerować i pisać, jaki problem porusza pisarka, chociaż zapewne z wielu recenzji możecie się tego dowiedzieć. Napiszę tylko, że jest to lektura obowiązkowa dla każdego bez względu na płeć, wiek, czy dojrzałość emocjonalną. Lektura "It Ends with Us" uświadomiła mi bardzo wiele rzeczy. Między innymi to, że nie możemy oceniać innych zanim nie poznamy ich całej historii. Musimy pamiętać, że nie każdy potrafi być silny, żeby przeciwstawić się nieposzanowaniu własnej godności, ale to my możemy znaleźć w nim tę siłę. Najnowsza powieść Hoover nauczyła mnie także tego, że należy rozmawiać z ludźmi na wszystkie możliwe tematy, wyjaśniać sobie wszelkie nieporozumienia i wspólnie dochodzić do kompromisu.


Jestem pewna, że polubicie (może nie wszystkich, ale niektórych na pewno) bohaterów, których tym razem wykreowała autorka. Mnie do gustu najbardziej przypadła postać Allysy. Jest ona bardzo pozytywną dziewczyną, która wnosi wiele radości do książki. A ta radość bardzo się przydaje, gdyż w przeciwnym wypadku powieść byłaby zbyt smutna i przygnębiająca. Często spotykam się ze stwierdzeniami, że każda powieść Hoover jest taka sama. Tacy sami bohaterowie, zbliżone historie, a nawet dialogi! Zapewniam Was, że tym razem autorka wyszła poza utarte przez samą siebie schematy, stworzyła coś świeżego i nowego, a nawet udało się Jej kilka razy zaskoczyć czytelnika.


"It Ends with Us" nie bez powodu została okrzyknięta najlepszą książką Colleen Hoover, przekonałam się o tym na własnej skórze. Jeśli kochacie twórczość tej autorki, to jestem pewna, że pokochacie również jej najnowszą powieść. A jeśli nie mieliście jeszcze do czynienia z Jej romansami, to najwyższy czas to zmienić! "It Ends with Us" to mocna lektura, która dostarczy Wam mnóstwa emocji i wrażeń, i która zapadnie w Waszej pamięci na zawsze! Pamiętajcie tylko, żeby zanim zasiądziecie do czytania, przygotować sobie co najmniej jedną paczkę chusteczek oraz zarezerwować cały wieczór, gdyż jestem pewna, że nie będziecie mogli oderwać się od lektury!

Dajcie znać w komentarzu, jeśli czytaliście już "It Ends with Us" i co o niej myślicie :)

środa, 24 maja 2017

"Confess" - Colleen Hoover

Cześć! Chciałabym się dzisiaj z Wami podzielić odczuciami towarzyszącymi mi po lekturze najnowszej książki mojej ulubionej autorki Colleen Hoover- "Confess". Przeczytałam większość Jej powieści i mam swoje ulubione, ale także i te trochę mniej lubiane. Do której kategorii zaliczyłam "Confess"? Dowiecie się po przeczytaniu tej recenzji.


Na początku powieści poznajemy prawie dwudziestojednoletnią dziewczynę Auburn, która desperacko potrzebuje pracy, aby móc wytoczyć proces sądowy przeciw pewnej osobie (nazywanej przez Nią Wielką Suką). W drodze do domu wpada Jej w oko ogłoszenie, w którym ktoś poszukuje pomocnika. Bez chwili wahania odpowiada na nie. Okazuje się, że nadawcą jest pewien malarz prowadzący własną galerię, w której sprzedaje namalowane przez siebie obrazy podpisane anonimowymi wyznaniami wrzucanymi do skrzynki przy wejściu. Auburn bardzo szybko zakochuje się w nowym pracodawcy, jednak doskonale wie, że jest to miłość zakazana, której nie powinna doświadczyć. Utwierdza się w tym przekonaniu, kiedy dowiaduje się, że Owen będzie sądzony za posiadanie narkotyków. Czy ukrywana przez Niego tajemnica zmieni coś w uczuciu Auburn? Czy Owen jest dealerem, a może co gorsze narkomanem? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w najnowszej powieści Colleen Hoover.


Na "Confess" czekałam już od dawna, mimo że mam w domu angielskie wydanie, to jakoś nie kwapiłam się do jego przeczytania, wolałam poczekać na polską wersję tej powieści. Oczekiwania co do niej miałam wielkie, ale chyba tak to już jest, że kiedy czytasz kolejną z rzędu książkę tego samego autora, to za każdym razem liczysz na więcej. Czy tym razem to "więcej" dostałam? Otóż nie. Od książek Colleen Hoover zawsze oczekuję efektu "wow", czegoś, po czym nie będę mogła się pozbierać. Tym razem tak nie było. Mimo to "Confess" nie jest złym romansem, ale bardzo przewidywalnym, bez momentów zaskoczenia. Mam wrażenie, że Pani Hoover skończyły się nowe pomysły i powiela stare, z którymi mieliśmy styczność w jej poprzednich powieściach. Chociażby to, że zastosowała ten sam schemat, co w "Hopeless" i "November 9", a mianowicie na początku książki okazuje się, że Owen zna Auburn, jednak do końca nie dowiadujemy się skąd. Różnicą jest, że podczas czytania "Ugly Love" bądź "Hopeless" wylewałam morze łez z powodu ludzkiego cierpienia, natomiast na "Confess" zdarzyło mi się uronić kilka kropel, aczkolwiek na tych dobrych momentach, kiedy autorka opisywała idealną i prawdziwą miłość pomiędzy bohaterami. 


Skupmy się teraz na nich. Po przeczytaniu innych recenzji okazało się, że wiele osób nie polubiło Auburn, która według nich była naiwna i zamiast coraz bardziej zbliżać się do osiągnięcia swojego celu, to oddalała się od niego. Osobiście muszę się z tym nie zgodzić. Bohaterka jest mi bardzo bliska i rozumiem jej postępowanie. Jestem pewna, że na jej miejscu zachowywałabym się tak samo, próbując na wszelkie sposoby zbliżyć się do najważniejszej osoby w życiu. Nie chcę zdradzać szczegółów i psuć Wam niespodzianki z odkrywania kolejnych stron książki, dlatego piszę tak tajemniczo. A czy mam jakieś zastrzeżenia co do męskiego bohatera, Owena? Moim zdaniem był zbyt pewny siebie i momentami nie rozumiałam Jego zachowania. 


Co do języka, to jest prosty z występującymi czasem wulgaryzmami (co w tych czasach już chyba nikogo nie dziwi), Książkę czyta się szybko, jest przyjemna w odbiorze. Chociaż muszę przyznać, że przez pierwszą połowę nie mogłam się w nią wciągnąć i jej czytanie szło mi opornie, to w drugiej połowie, kiedy już trochę wczułam się w historię Auburn i Owena, pochłonęłam ją w dwie godziny. To, co mi się podobało, to wyznania, które autorka umieściła w książce. Dla kolekcjonerów cytatów będą one idealne. Mnie w pamięć zapadł przede wszystkim jeden: "Zawsze będę Cię kochał, nawet kiedy nie będę już mógł."


Podsumowując, jak pewnie zdążyliście się zorientować, nie zaliczę "Confess" do ulubionych książek Colleen Hoover. Może jakbym ją przeczytała wcześniej, to miałabym trochę inne zdanie, ale teraz już nie ma co polemizować. Wiem, że wielu z Was ta pozycja bardzo się spodoba, życzę Wam, abyście znaleźli w "Confess" ukryte przesłanie, którego ja niestety nie znalazłam. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak odpocząć od tego gatunku książek i od Pani Hoover. Wrócę do jej twórczości w październiku po premierze "It ends with us". I teraz już mogę powiedzieć, że bardzo dużo od niej oczekuję, gdyż podobno jest najlepszą powieścią tej autorki. A Wy czytaliście "Confess"? Jeśli tak, to możecie podzielić się odczuciami w komentarzu :)

niedziela, 21 maja 2017

"Maybe Someday" - Colleen Hoover

Z twórczośćią Pani Hoover zetknęłam się przez przypadek, ale po przeczytaniu "Hopeless" i "Losing Hope" szybko stała się ona jedną z moich ulubionych autorek. Szybko więc sięgnęłam po jej kolejną powieść, jaką jest "Maybe Someday". Czy mi się podobała i czy przebiła "Hopeless" dowiecie się po przeczytaniu tej recenzji.

Sydney jest dwudziestodwuletnią dziewczyną, której w dniu urodzin zawala się cały świat. Dowiaduje się, że jej najlepsza przyjaciółka i współlokatorka zarazem, ma romans z jej chłopakiem Hunterem. Zrozpaczonej dziewczynie bez dachu nad głową na pomoc przychodzi Ridge - mężczyzna, którego poznała podczas spędzania wieczorów na balkonie, i który skradł jej serce swoją grą na gitarze. Kilka wymienionych smsów i tekst piosenki do muzyki skomponowanej przez chłopaka to wszystko, co ich do tej pory łączyło. Jednak odkąd Sydney zamieszkuje u sąsiada z naprzeciwka wszystko się zmienia. Czy na lepsze? To się dopiero okaże. Para zawiera ze sobą układ z korzyścią dla obu stron, w którym Sydney w zamian za wolny pokój w mieszkaniu Ridge'a ma pisać teksty piosenek dla zespołu, w skład którego wchodzi jego brat. Wszystko zdawałoby się zacząć układać, ale jest jedna rzecz zastanawiająca naszą bohaterkę. Jej nowy współlokator od momentu poznania nie odezwał się do niej ani słowem, jedynym sposobem, jakim się z nią komunikuje, jest wysyłanie sobie nawzajem smsów. Okazuje się, że chłopak jest głuchy. Dlaczego nie mówi (choćby mógł)? Jak radzi sobie z grą na gitarze, skoro nie słyszy? I czy układ, który zawarł z Sydney, wszystkim wyjdzie na dobre? Tego dowiecie się sięgając po "Maybe Someday".

Po lekturze "Hopeless", po której miałam wielkiego kaca książkowego, przygotowałam się psychicznie na kolejną mocną dawkę emocji, które miało mi zapewnić "Maybe Someday". Mijała strona za stroną, czekałam na moment, kiedy moje serce pęknie na milion kawałków i... niestety do samego końca powieści ten moment nie nadszedł. Zawiodłam się, ale nie dlatego, że książka mi się nie podobała, treściowo była podobna do większości romansów, z małymi wyjątkami, tylko dlatego, że oczekiwałam zupełnie czegoś innego. Załuję, ze swojej przygody z twórczością Colleen Hoover nie zaczęłam właśnie od "Maybe Someday"... Chociaż nie wiem, czy wtedy skusiłabym się szybko na następne książki tej autorki. Mimo wszystko powieść czytało mi się bardzo szybko, pani Hoover używa przyjemnego w odbiorze języka i wie, jak zachęcić czytelnika do pochłaniania jej książek. Chociaż wiem, ze treść i bohaterowie "Maybe Someday" nie zagoszczą długo w mojej pamięci, nie żałuje, ze sięgnęłam po tę lekturę. Co więcej, Podobało mi się w niej, ze autorka nie skupiła się tylko na przedstawieniu losów dwójki głównych bohaterów, ale pozwoliła czytelnikowi poznać także inne postaci. I Mimo, ze cala historia Sydney i Ridge'a była według mnie trochę banalna, to nauczyłam się jednego: ze nie warto walczyć ze swoimi uczuciami, trzeba podążać za marzeniami, nie oglądać się za siebie, bo każdy dzień przynosi nowe możliwości. I nie mówmy sobie "może kiedyś", tylko róbmy to wlasnie teraz.

Podsumowując, dla tych, którzy nie mieli okazji zetknąć się z twórczością Colleen Hoover, polecam na początek lekturę "Maybe Someday" - lekka i przyjemna, jednak nie należy do książek, które będziemy pamiętać przez całe życie.





sobota, 23 lipca 2016

"Hopeless" i "Losing Hope" - Colleen Hoover

Na blogu znajdują się już recenzje "Ugly Love" (tutaj) oraz "Maybe Someday" (tutaj), więc nie byłabym sobą, gdybym nie napisała również o książkach, od których rozpoczęłam przygodę z Colleen Hoover, a mianowicie "Hopeless" oraz "Losing Hope". O Pani Hoover słyszałam od wielu osób i to same pozytywne rzeczy, dlatego sama w końcu postanowiłam sprawdzić, czy jest się czym zachwycać. Zaczęłam przygodę z tą autorką od powieści widocznych na zdjęciu. I to był strzał w dziesiątkę! Po opisie książki spodziewałam się taniego nastoletniego romansu, a to co zaserwowała mi Pani Hoover na szczęście nie pokryło się z moimi przewidywaniami.





Na początku poznajemy Sky - adoptowaną dziewczynę, która przez bliższe kontakty z wieloma chłopakami, ma bardzo złą reputację w gronie swoich rówieśników. Pewnego dnia w sklepie wpada na Deana Holdera - nastolatka, który za pobicie kolegi spędził rok w poprawczaku. Na jego widok Sky mocniej zaczyna bić serce, czuje motylki w brzuchu, których nie miała wcześniej podczas bliższych kontaktów z innymi chłopcami. Holder również nie potrafi przejść obok nowo poznanej dziewczyny obojętnie, bo jak twierdzi, kogoś mu ona przypomina. Łączy ich nagłe i namiętne uczucie, jednak Dean skrywa przed Sky pewien sekret, który może całkowicie zmienić jej dotychczasowe życie. Czy zdobędzie się na odwagę i wyjawi jej tajemnicę? Jaka będzie reakcja dziewczyny? Tego dowiecie się po przeczytaniu "Hopeless" lub "Losing Hope".


A dlaczego "lub"? Dlatego, że te dwie książki zawierają tę samą historię opowiedzianą z perspektywy dwóch różnych osób (jak się domyślacie - Sky i Holdera). I zdecydowanie nie polecam czytania ich od razu po sobie (ja tak zrobiłam i żałuję). Jeśli będziecie mieli ochotę odświeżyć sobie tą piękną historię, to wtedy sięgnijcie po kolejną część.




Co do moich odczuć po przeczytaniu tych książek, to powiem tyle: dawno nie miałam w rękach takiej lektury, która do głębi poruszyła moje serce i po której nie mogłam się pozbierać przez kilka następnych dni. Jedyne o czym mogłam myśleć to losy Sky i Holdera, naprawdę na długo zapadające w pamięć! W powieści autorka porusza tematy tabu, o których nikt nie rozmawia na co dzień, a moim zdaniem powinien... Może dzięki temu chociaż w maleńkim stopniu udałoby nam się uniknąć sytuacji, które odciskają w nas piętno na całe życie. Zło czai się na każdym kroku i tylko od nas zależy, czy będziemy potrafili się mu przeciwstawić. "Hopeless" nie jest zwykłym romansem, opowiada o walce z przeszłością, słabościami, lękami, stracie bliskich osób. Książki Collen Hoover czyta się bardzo szybko, dlatego jak raz wejdziemy do wykreowanego przez Nią świata, to już łatwo nie wypuści on nas ze swoich rąk. Owa autorka również potrafi stworzyć postacie, z którymi łatwo nam się utożsamić, nie są denerwujące i śledzimy ich losy z zapartym tchem.



Moim zdaniem każdy powinien zapoznać się z historią Sky i Holdera. Po przeczytaniu tej książki inaczej spojrzycie na otaczający Was świat i na pewno uronicie niejedną łzę. Zdecydowanie polecam! Od "Hopeless" zaczęła się moja przygoda z twórczością Pani Hoover. Wam również życzę, aby te książki z gatunku New Adult podbiły Wasze serca i uświadomiły, z jakimi problemami na co dzień spotykają się (a nuż kto wie) osoby z Waszego otoczenia. Otwórzmy się na cierpienie innych i patrzmy z miłością na każdego człowieka, a może uda Nam się zmniejszyć zło panujące na tym świecie.





środa, 20 lipca 2016

"Ugly Love" - Colleen Hoover

Po mocno przeciętnej lekturze, jaką było dla mnie "Maybe Someday", bałam się sięgać po kolejną książkę Colleen Hoover. Jednak w końcu się przemogłam i postanowiłam przeczytać "Ugly Love". Po kilku niepochlebnych opiniach przyrównujących tę powieść do "Pięćdziesięciu twarzy Greya" zupełnie nie wiedziałam, czego powinnam od niej oczekiwać, czy taniego romansu,w którym seks gra główną rolę, czy może głębszego uczucia, opartego na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Dostałam po trochu tego i tego.




Tate jest dwudziestotrzyletnią pielęgniarką, poznajemy ją, kiedy wprowadza się do swojego brata Corbina. Na drodze do mieszkania napotyka na niemałą przeszkodę w postaci pijanego mężczyzny, który błaga, aby wpuściła go do siebie. Tak właśnie zaczyna się znajomość Milesa i Tate. Mimo że chłopak nie zrobił na naszej bohaterce dobrego pierwszego wrażenia, to z każdym kolejnym spotkaniem serce młodej pielęgniarki zaczyna bić szybciej na widok przystojnego sąsiada. I on nie pozostaje wobec niej obojętny. Oboje zaczynają odczuwać wobec siebie silne pożądanie. Wtedy Miles ustala dwie zasady, które będą obowiązywały w ich luźnym związku: nie pytaj o przeszłość oraz nie oczekuj przyszłości. Tate z łatwością zgadza się na taki układ. Jednak po pewnym czasie zaczynają ją męczyć tajemnice skrywane przez Milesa. Chłopak zamiast otwierać swoje serce na miłość dziewczyny, coraz bardziej się od niej odsuwa. Czy Tate zdoła przekonać ukochanego, aby podzielił się z nią swoimi sekretami? Czy Miles złamie którąś ze swoich zasad dla dziewczyny z sąsiedztwa? Musicie przeczytać "Ugly Love", aby się o tym przekonać.




Colleen Hoover po raz drugi złamała moje serce na milion kawałków. Ta autorka wie, jak zagrać na ludzkich uczuciach, dotrzeć do czytelnika i zostawić po sobie ślad na dłużej. Nawet najbardziej twarde osoby nie będą mogły przejść obok tej książki obojętnie i tak, aby nie uronić chociaż jednej łzy. Ta książka jest jednym słowem: GENIALNA. Jednak jest ona kierowana do starszych czytelników. Nie tylko ze względu na liczne sceny erotyczne, które moim zdaniem mogły zostać bez problemu pominięte, nie wniosły nic szczególnego do fabuły, ale także ze względu na trudny temat w niej poruszany. Po prostu młodsze osoby nie będą w stanie do końca jej zrozumieć. Mimo że wiele osób pewnie powie, że książka jest przewidywalna i już od pierwszych stron wiemy, jak autorka zamierza poprowadzić czytelnika przez losy wykreowanych przez siebie bohaterów, to ja byłam naprawdę wstrząśnięta tym, jak wszystko się potoczyło. Może dlatego, że nigdy nie zastanawiam się, co będzie dalej, tylko daję się prowadzić za rękę autorowi, aby czerpać jak najwięcej przyjemności z czytania danej pozycji. "Ugly Love" pochłonęłam w szaleńczym tempie, nie mogłam się od niej oderwać. 

Jeśli chodzi o bohaterów, to od pierwszych stron mocno zżyłam się z Milesem. Mimo że zachowywał się dosyć protekcjonalnie i nieodpowiednio w stosunku do Tate, to wiedziałam, że musi mieć naprawdę silny powód swojego postępowania. I nie myliłam się, to co przytrafiło się temu dwudziestoczteroletniemu mężczyźnie było naprawdę wstrząsające i nie życzę tego nawet największemu wrogowi. Co do Tate, to trochę rozumiem jej ślepe zauroczenie Milesem. Robiła i zgadzała się na wszystko, aby tylko przez chwilę poczuć się kochaną i komuś potrzebną. Ta dziewczyna również bardzo dużo przeszła i poświęciła dla chłopaka, o którym nie wiedziała praktycznie nic, oprócz tego jak ma na imię i gdzie mieszka. Jak to mówią: miłość jest ślepa, ale nawet taka jest lepsza, niż żadna. A czasem zdesperowane działania, aby zatrzymać jakąś osobę przy sobie, mogą przynieść nam od dawna upragnioną i odwzajemnioną miłość.





Podsumowując, polecam Wam przeczytanie "Ugly Love" z całego serca. Powieść ta porusza problemy, z którymi może nie każdy z nas spotyka się na codzień, ale takie, które mogą nas dotknąć w najmniej spodziewanym momencie naszego życia. I właśnie wtedy wali nam się na głowę cały świat. Colleen Hoover uczy nas jak radzić sobie z dramatyczną przeszłością i przedstawia nam lek na ponowne odnalezienie sensu istnienia. Ja na pewno wrócę jeszcze nie raz do "Ugly Love" i niecierpliwie wyczekuję premiery kolejnych książek Pani Hoover, która szybko pnie się ku górze w rankigu moich ulubionych autorów.