Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 czerwca 2018

"Aru Shah i koniec czasu" - Roshani Chokshi

Muszę się przyznać, że nie czytałam jeszcze ani jednej książki Ricka Riordana. Jednak kiedy zobaczyłam Jego polecajkę na okładce "Aru Shah i koniec czasu" wiedziałam, że musi to być dobra powieść. Mitologia hinduska, ciekawy opis plus piękna oprawa utwierdziły mnie w przekonaniu, że muszę sięgnąć po najnowszą książkę Roshani Chokshi. Jak przebiegło Nasze pierwsze spotkanie? Zapraszam na recenzję.


Aru Shah ma tendencję do naciągania prawdy – robi to, by zyskać sympatię w prywatnej szkole, do której uczęszcza. Kiedy jej koledzy z klasy latają prywatnymi odrzutowcami na egzotyczne wakacje, ona spędza wolny czas w Muzeum Starożytnej Sztuki i Kultury Indyjskiej, którego kustoszem jest jej mama. Czy to zatem dziwne, że Aru zmyśla opowieści o tym, że pochodzi z rodziny królewskiej, podróżuje do Paryża i ma własnego szofera? Pewnego dnia trójka jej kolegów zjawia się w domu Aru, żeby przyłapać ją na kłamstwie. Nie wierzą w jej opowieść o tym, że znajdująca się w muzeum lampa Bharaty jest przeklęta, wyzywają więc Aru, by to udowodniła. „Zapalę ją tylko na moment” – myśli Aru. A potem już nigdy przenigdy nie będzie łgać. Ale zapalenie lampy rodzi poważne konsekwencje. Aru niechcący uwalnia Śpiącego, starożytnego demona, który planuje obudzić Boga Zniszczenia. Jej koledzy i mama zostają zamrożeni, a Aru musi ich uratować. Jedynym sposobem na to, żeby powstrzymać demona, jest odnalezienie legendarnych braci Pandawów i złożenie wizyty w Królestwie Śmierci. Ale jak dziewczynka w piżamie ze Spider-Manem ma tego wszystkiego dokonać?


Co najbardziej urzekło mnie w "Aru Shah i koniec czasu"? Zdecydowanie humor! Nie raz nie mogłam przestać się śmiać, Roshani Chokshi ma świetne poczucie humoru, które bardzo dobrze wykorzystała w swojej powieści. Książkę czyta się bardzo szybko, głównie ze względu na lekki i przyjemny w odbiorze język, a także niekończące się tarapaty i kłopoty, w które na każdym kroku wpadają Aru i jej towarzyszka, Mini. Akcja pędzi do przodu jak szalona, gwarantuję, że nie będziecie się nudzić podczas czytania. Przewaga dialogów nad przeróżnymi opisami również jest w tej książce zaletą. Warto wspomnieć również o samej mitologii hinduskiej, która jest bardzo ciekawa i z którą po prawdzie pierwszy raz miałam do czynienia, ale jestem nią totalnie oczarowana. Autorka co rusz wplata w historię bohaterek elementy hinduskich tradycji, a prawie za każdym rogiem czekają na Aru i Mini zastępy przeróżnych hinduskich bogów oraz demonów. Nie martwcie się jednak natłokiem informacji, na pewno na spokojnie wszystko zrozumiecie i przyswoicie. Kolejną mocną stroną powieści są barwnie wykreowani bohaterowie, którzy szybko zyskują sympatię i przychylność czytelnika. A z każdą kolejną stroną kibicujemy im coraz mocniej. "Aru Shah i koniec czasu" to lekka powieść, jednak niesie ze sobą ważne przesłanie. Mianowicie pokazuje nam, jak wielką rolę w naszym życiu odgrywają przyjaciele i rodzina, i że bez nich ciężko byłoby nam sobie samemu poradzić. 


Tyle zachwytów, a czy znajdą się jakieś wady? Niestety tak. Powieść Roshani Chokshi jest skierowana raczej do młodszych czytelników. Podczas lektury zauważałam niekiedy absurdalność niektórych sytuacji. Najbardziej przeszkadzał mi chyba wiek bohaterek. które mają jeśli dobrze pamiętam około 12 lat, a są silniejsze i odważniejsze niż niejeden dorosły. Mnie po prostu śmieszy, kiedy takie młode osoby ratują świat, nie tylko w tej książce, więc to raczej moje małe osobiste uprzedzenie. Jestem też zła na autorkę za to, że usunęła na dłuższy czas z fabuły postać, którą najbardziej polubiłam (kto czytał, ten pewnie wie o kogo chodzi, ja nie będę zdradzać, żeby nie spoilerować) i która wnosiła do książki bardzo dużo uśmiechu oraz pozytywnego myślenia. Mam nadzieję jednak, że pojawi się ona w kolejnych tomach i Roshani Chokshi bardziej wykorzysta jej potencjał. 


Zanim sięgniecie po "Aru Shah i koniec czasu" miejcie na uwadze, że jest to książka skierowana głównie do młodszych czytelników. Niemniej jednak ja już z lat młodości wyrosłam, a też świetnie bawiłam się podczas lektury. Polecam szczególnie fanom powieści młodzieżowych z elementami fantastyki. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o mitologii hinduskiej, to ta książka również uchyli Wam rąbka tajemnicy na ten temat. No i oczywiście jeśli lubicie powieści z morałem, które jednocześnie są lekkie i zabawne, to "Aru Shah i koniec czasu" powinna być obowiązkową pozycją na Waszej liście must-read. Ja po kolejne tomy sięgnę na pewno :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

niedziela, 18 marca 2018

"Dzień ostatnich szans" - Robyn Schneider

Robyn Schneider zdobyła moje serce już swoją pierwszą powieścią "Początek wszystkiego" (recenzja). Gdy dowiedziałam się, że premierę będzie miała jej kolejna książka, czyli "Dzień ostatnich szans", nie mogłam się doczekać, aby ją przeczytać. Czy po lekturze dobre wrażenie o autorce pozostało? Czy również i tym razem udało Jej się dotrzeć do najgłębszych zakamarków mojego serca i zostawić w nim po sobie ślad?


Lane jest ambitnym siedemnastolatkiem, który ma zaplanowaną przyszłość – jest w niej miejsce na prestiżowy uniwersytet, ale nie na chorobę. Mimo zdiagnozowania u niego lekoopornej gruźlicy postanawia żyć, jak gdyby nic się nie zmieniło. Pobyt w ośrodku dla chorych Latham House traktuje jak przymusowe wakacje. Sadie na przekór chorobie beztrosko chwyta każdy dzień. Dla wielu osób ośrodek jest jak więzienie, ona znalazła tutaj swoje miejsce. Tu stała się artystką, która wraz z przyjaciółmi stworzyła małą, bezpieczną przystań. Znajomość z Sadie pomoże Lane’owi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdzie priorytety są zupełnie inne. Gdy choroba się zaostrza, żadne z nich nie dopuszcza do siebie myśli, że każda chwila może być tą ostatnią.


Czytając opis książki możecie pomyśleć, że "Dzień ostatnich szans" to kolejna smętna, nudna i flegmatyczna opowieść o chorobie. Nic bardziej mylnego! Robyn Schneider pokazuje Nam, że będąc chorym również można żyć - i to tak jak nigdy dotąd tego nie robiliśmy. Ludzie mający problemy zdrowotne często traktują każdy kolejny dzień, jakby ten miał być ich ostatnim. A co za tym idzie: żyją chwilą, spełniają marzenia, mimo niepewnej przyszłości są szczęśliwi. Tak też zachowują się Lane i Sadie. Pobyt w Latham nie jest dla nich, jak dla większości przebywających tam osób, karą, przymusem. Oni bawią się życiem, łamią zasady, przeżywają swoje pierwsze razy. Mimo że niektóre dni są pełne smutku, to nie zapominają o tym, aby się uśmiechać, korzystać może z już ostatniej dla nich szansy na normalne życie. Właśnie takiego zachowania powinniśmy uczyć się od bohaterów najnowszej powieści Robyn Schneider. Przy podejmowaniu decyzji należy dobrze się zastanowić, aby później niczego nie żałować, bo czasem może być za późno na zmianę zdania, możemy stracić swoją szansę na lepsze życie. Moim zdaniem w życiu chodzi o to, żeby tego ostatniego dnia na łożu śmierci powiedzieć sobie: "Jestem zadowolony z tego, jak minął mój czas na tym świecie, nie chciałbym go cofnąć, aby cokolwiek zmienić, bo wszystkie decyzje jakie podjąłem, prowadziły mnie ku szczęściu, spełnianiu marzeń, samozadowoleniu, a każdy błąd, który popełniłem, był dla mnie lekcją na przyszłość". I tego sobie i Wam z całego serca życzę.


Robyn Schneider po raz kolejny kupiła mnie bardzo oryginalnym pomysłem na fabułę książki, cieszę się, że na tym świecie są jeszcze autorzy, którzy pamiętają o tym, co w życiu jest ważne, piszą powieści, w których poruszają ciężkie tematy i które są lekcją dla czytelników. Zarówno z "Początku wszystkiego", jak i "Dnia ostatnich szans" można wynieść sporo życiowej wiedzy. Po lekturze warto zatrzymać się na chwilę, zastanowić nad sobą, swoimi problemami, wadami oraz nad tym, co warto zmienić, aby być bardziej szczęśliwym i spełnionym. Autorka nie zapomina również o poczuciu humoru, dlatego nie martwcie się, że w pewnym momencie zrobi się zbyt poważnie. Bohaterowie są świetnie wykreowani, nie da się ich nie lubić. Historia jest opowiadana naprzemiennie przez Lane'a oraz Sadie, co pozwala czytelnikowi na lepsze poznanie obu głównych postaci. Samą książkę czyta się naprawdę szybko, wciąga od pierwszej strony, mimo że nie ma w niej szybko pędzącej akcji oraz niespodziewanych jej zwrotów. Co więcej zakończenie niczym mnie nie zaskoczyło, jednak wyjątkowo mi to nie przeszkadzało, uroniłam nawet kilka łez. 


Podsumowując, jeżeli lubicie mądre, nieszablonowe, pozostające na dłużej w pamięci powieści, to koniecznie musicie sięgnąć po "Dzień ostatnich szans". Oczywiście polecam również "Początek wszystkiego" tej samej autorki. Mimo że nie przepadam za tematem chorób w książkach czy filmach, to sposób w jaki Robyn Schneider ukazała ten motyw w swoich młodzieżowych powieściach zdecydowanie do mnie trafił. Już nie mogę doczekać się jej kolejnej książki. 

Jeśli jesteście już po lekturze, to koniecznie dajcie znać, jak Wasze wrażenia!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję:


poniedziałek, 26 lutego 2018

"Okrutna Pieśń" - Victoria Schwab

"Okrutną Pieśń" skończyłam czytać już jakiś czas temu, ale do tej pory nie przestałam o niej myśleć. A to chyba najlepszy dowód na to, że warto sięgnąć po tę książkę. Victoria Schwab w pierwszej części serii "Świat Verity" zabiera czytelnika w niesamowitą podróż, pełną niebezpiecznych przygód oraz niespotykanych stworzeń. Malchaje, Sunaje, Corsaje - jeśli jeszcze o nich nie słyszeliście, to najwyższa pora to nadrobić! Ale zacznijmy od początku...


Kate Harker i August Flynn są następcami przywódców podzielonego miasta – miasta, gdzie z przemocy zaczęły rodzić się prawdziwe potwory.  Kate robi wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę swojego ojca. Za wszelką cenę pragnie mu się przypodobać, jednak nawet podpalenie kaplicy w szkole jej tego nie ułatwia. August chciałby być człowiekiem, mieć dobre serce i odgrywać większą rolę w obronie niewinnych przed potworami – niestety sam jest jednym z nich. Może ukraść duszę, wygrywając pieśń na swoich skrzypcach. Kiedy dochodzi do spotkania tej dwójki, oboje starają się ukryć przed sobą pewne fakty ze swojego życia. Jednak czy im się to uda? W mrocznym urban fantasy dwoje młodych ludzi musi wybrać, czy chcą zostać dobrymi czy złymi bohaterami – przyjaciółmi czy wrogami. A stawką jest przyszłość ich rodzinnego miasta...


"Okrutna Pieśń" wciąga czytelnika w swój świat tak już od pierwszej strony. W tej książce nie ma miejsca na nudę! Każdą kolejną kartkę przewracałam z zapartym tchem, ciekawa co takiego za chwilę się wydarzy. Akcja pędzi w zawrotnym tempie, autorka nie daje Nam chwili wytchnienia, co sprawia że powieść czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Nim się obejrzymy, a już przewracamy ostatnią stronę, spragnieni poznania dalszych losów Kate i Augusta. Muszę przyznać, że po lekturze czuję pewien niedosyt, chciałabym więcej i nie mogę się już doczekać kolejnego tomu! Mam wrażenie, że autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, a następne części będą jeszcze lepsze (o ile to możliwe). 

W "Okrutnej Pieśni" najbardziej urzekł mnie oryginalny pomysł na fabułę książki. W czasach, kiedy wydaje Nam się, że widzieliśmy i słyszeliśmy już wszystko, bardzo ciężko o coś kreatywnego i niepowtarzalnego. Victorii Schwab udało się jednak pozytywnie mnie zaskoczyć, zarówno swoimi umiejętnościami pisania, jak i bardzo interesującą i niesztampową treścią, za co należą Jej się wielkie brawa. Co więcej autorka nie powiela utartych schematów. Mimo że bohaterowie to chłopak i dziewczyna, to nie ma między nimi rażącego w oczy romansu. Mamy delikatny wątek romantyczny, ale jest on na tyle subtelny, że nie przesłania całej książki. Co więcej powieść jest nieprzewidywalna, niczego nie możemy być pewni, a autorka nie raz w trakcie czytania Nas zaskakuje. 


Jeżeli chodzi o słabe strony "Okrutnej Pieśni", to mam tylko jedno zastrzeżenie. Mianowicie brakowało mi głębszego wprowadzenia czytelnika w wykreowany przez autorkę świat, bliższego zapoznania się z bohaterami oraz ich charakterami. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach Victoria Schwab pozwoli Nam mocniej zagłębić się w postapokaliptyczny świat, pełen przerażających potworów czyhających za rogiem. A do bohaterów nie mam żadnych zastrzeżeń, zarówno Kate jak i Augusta bardzo polubiłam i niecierpliwie czekam na ich kolejne przygody!


"Okrutna Pieśń" jest dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Ma wszystkie cechy, które powinna mieć dobra książka, jest oryginalna, nieprzewidywalna i zaskakująca. Mogę Wam ją z czystym sumieniem polecić. Mimo że jest to powieść młodzieżowa, to zapewniam, że spodoba się również fanom fantastyki oraz urban fantasy. Dopiszcie ją koniecznie do swojej listy "must read"!

Jeśli czytaliście już "Okrutną Pieśń", to koniecznie dajcie znać, jakie są Wasze wrażenie po lekturze! Jeśli nie, to mam nadzieję, że po tej recenzji przekonacie się do sięgnięcia po tę powieść.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:


wtorek, 13 lutego 2018

"Kłamczucha" - E. Lockhart

Pewnie każdy z Was zna powiedzenie, że kłamstwo ma krótkie nogi. Jednak czy zna je również tytułowa Kłamczucha, bohaterka najnowszej powieści E. Lockhart? Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Jeśli chcecie wiedzieć, czy udane, to zapraszam na recenzję!


Wierzyła, że im więcej wypocisz na treningu, tym mniej wycierpisz w walce.
Wierzyła, że najlepszym sposobem, by uniknąć złamanego serca, jest udawać, że się go nie ma.
Wierzyła, że to, jak mówisz, jest często ważniejsze niż to, co masz do powiedzenia.
Wierzyła też w filmy akcji, trening siłowy, potęgę makijażu, ćwiczenie pamięci, równe prawa oraz to, że z filmików na YouTube można się nauczyć miliona rzeczy, których na próżno szukać w college’u.

Jule West Williams to wojowniczka, dziewczyna kameleon, zawsze gotowa do ataku.
Imogen Sokoloff to dziedziczka fortuny i zagubiona w życiu sierota. Co przyniesie przyjaźń tych dwóch tak różnych dziewczyn?


Zacznijmy od plusów tej powieści. Co urzekło mnie w "Kłamczusze"? Na pewno bardzo oryginalny i kreatywny zabieg, który zastosowała autorka, mianowicie opowiedziała Ona historię głównej bohaterki od końca. Niektórzy uważają, że wprowadziło to niepotrzebny chaos do książki, nie mogli połapać się w bieżących wydarzeniach. Ja na szczęście nie miałam tego problemu, skrupulatnie zapamiętywałam wszystkie istotne szczegóły każdego kolejnego rozdziału, aby za chwilę dowiedzieć się, co kierowało bohaterką w danej sytuacji. Bo skoro już znałam skutek działania Jule, to musiałam przecież jeszcze poznać jego motyw, prawda? Autorka świetnie zbudowała napięcie, nie mogłam oderwać się od książki i pochłonęłam ją w ekspresowym tempie. Mimo że język powieści jest łatwy i prosty w odbiorze, co wspomaga szybkie czytanie, to powieść wymaga od czytelnika maksymalnego skupienia, żeby żaden istotny szczegół mu nie umknął. Na plus jest także wątek kryminalny, który sprawił, że autorka wyszła poza ramy tradycyjnej powieści młodzieżowej, dodała coś od siebie. "Kłamczucha" nie należy do powieści łatwych, jednak po przeczytaniu na pewno pozostanie na dłużej w Waszej pamięci. Ja do tej pory się zastanawiam nad przesłaniem tej książki, bo muszę przyznać, że chyba nie do końca je zrozumiałam. 

I w tym momencie niestety nadszedł czas na słabe strony lektury. Największym rozczarowaniem było dla mnie zakończenie tej książki. Nie dość, że nagłe i moim zdaniem nieprzemyślane przez autorkę, to sprawiło, że ostatecznie nie znalazłam sensu całej powieści. "Kłamczucha" przez prawie 300 stron mocno trzymała mnie w napięciu, wręcz nie mogłam się doczekać, aż poznam ostatni rozdział i byłam bardzo ciekawa, jakiego asa w rękawie trzymała dla czytelników E. Lockhart na sam koniec. Niestety okazało się, że żadnego... Muszę przyznać, że dawno żadne zakończenie książki mnie aż tak nie rozczarowało, zniszczyło dobre zdanie, które zdążyłam wyrobić sobie o powieści w trakcie czytania. No cóż, nie zawsze jest idealnie, tym razem autorce w ostatnim rozdziale coś zdecydowanie nie wyszło. Jeżeli chodzi o kolejne minusy "Kłamczuchy", to jest to niewyjaśnienie do końca wszystkich rozpoczętych wątków. Mam wrażenie, że ta historia nie została opowiedziana do końca, a autorka rozpoczynając kolejne epizody zapominała o nich przy następnych rozdziałach. Może jakbym aż tak bardzo nie skupiała się na wszystkich szczegółach, to by mi to aż tak bardzo nie przeszkadzało, jednak ostatecznie mam wrażenie, że E. Lockhart sama zagubiła się w tej historii. Jeżeli chodzi o bohaterów, to uważam, że zostali oni przedstawieni zbyt powierzchownie. Osobiście nie do końca potrafiłam wczuć się w skórę Jule i zrozumieć jej decyzje. Moim zdaniem książka zyskałaby, jeśli autorka dołożyłaby do niej chociażby sto stron i lepiej pociągnęła niektóre wątki oraz przybliżyła czytelnikowi charaktery bohaterów. 


Czy polecam? Ciężkie pytanie. Na pewno radzę Wam przeczytać "Kłamczuchę" chociażby po to, aby wyrobić sobie o niej własne zdanie. Może autorka Was bardziej do siebie przekona i znajdziecie przesłanie w tej powieści, którego ja niestety szukam na próżno nawet po zakończeniu lektury. Niewykluczone, że zrobię kiedyś reread tej książki i wtedy spojrzę na nią zupełnie inaczej. 

Jeśli czytaliście już najnowszą powieść E. Lockhart, to koniecznie dajcie znać jakie są Wasze opinie na jej temat! Czy Wy też macie problem z tym zakończeniem? 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:


wtorek, 5 grudnia 2017

"Światło" - Jay Asher

Okres przedświąteczny zaczął się na dobre już w listopadzie. Wtedy też przeczytałam swoją pierwszą w tym roku książkę o tematyce Świąt Bożego Narodzenia. Było to również moje pierwsze spotkanie z twórczością Jaya Ashera - autora słynnych "13 powodów". Jak przebiegło? Czy pisarzowi udało się wprowadzić mnie w świąteczny klimat? 


Sierra prowadzi podwójne życie, a jego rytm wyznaczają święta Bożego Narodzenia. Jedno to życie w Oregonie, przy plantacji drzewek choinkowych, którą prowadzi jej rodzina. Drugie to życie świąteczne, kiedy przychodzi czas ich sprzedaży i wszyscy przenoszą się na miesiąc do Kalifornii. Gdy podczas jednej ze świątecznych podróży poznaje Caleba, wszystko się zmienia. Calebowi daleko do idealnego chłopaka. Kiedyś popełnił ogromny błąd, którego cenę wciąż płaci. Sierra potrafi w nim jednak zobaczyć coś więcej niż jego przeszłość i jest gotowa zrobić wszystko, by pomóc mu odzyskać wiarę w siebie. Sierra i Caleb odkrywają coś, co może przezwyciężyć nieporozumienia, podejrzliwość i niechęć, które narastają wokół nich: prawdziwą miłość.

Muszę przyznać, że tematyka "Światła" była mi szczególnie bliska ze względu na fakt, że sama kiedyś miałam okazję sprzedawać choinki, więc miło było znowu powrócić do starych czasów i trochę powspominać. Bardzo się cieszę, że autor nie skupił się tylko i wyłącznie na wątku miłosnym, ale rozwinął jeszcze inne, takie jak wspomniana wyżej praca na plantacji świątecznych drzewek, a także problemy Sierry i Caleba, z którymi prędzej czy później każdemu przyjdzie czas się zmierzyć. Dobrze wiemy, że w życiu nie zawsze jest kolorowo, jednak najważniejsze to nigdy się nie poddawać, czego między innymi uczy Nas ta powieść. Co więcej pokazuje ona działanie współczesnego społeczeństwa oceniającego innych na podstawie zasłyszanych plotek czy niedopowiedzianych historii. Często odwracamy się od innych, gdy ci popełnią błąd, nie próbując zrozumieć motywów kierujących nimi w danej sytuacji oraz nie dając im szansy na wytłumaczenie swojego postępowania. Jay Asher uzmysławia Nam, że w życiu nie powinniśmy sugerować się opiniami innych, tylko wyrabiać swoje własne zdanie na dany temat oraz tego, że każdy zasługuje na drugą szansę. Uważam, że książka jest bardzo wartościowa i mądra, zdecydowanie warta przeczytania oraz wyciągnięcia z niej pewnych wniosków. Wielkim plusem jest to, że autor osadził czas akcji w pięknym przedświątecznym okresie, kiedy jest najlepszy moment na przebaczenie i wyciągnięcie ręki do drugiego człowieka. 


Książkę czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie, język jest łatwy w odbiorze i mimo że powieść skierowana jest głównie do nastolatków, to myślę, że również starsze osoby znajdą w niej coś dla siebie. Jeżeli chodzi o bohaterów to autor zadbał o to, żeby dali się lubić. Nie są idealni, są zwykłymi młodymi osobami, które mają za sobą miłe przeżycia, ale również dotknęło ich w życiu kilka przykrych sytuacji. Dzięki temu łatwiej Nam się z nimi utożsamić. Zapewniam, że historia Sierry i Caleba na dlugo zapadnie w Waszej pamięci!

Jeśli szukacie książek, które wprowadzą Was w świąteczny nastrój, a także takich, które Was czegoś nauczą, to zdecydowanie powinniście sięgnąć po najnowszą powieść Jaya Ashera! Gwarantuję Wam, że gdy usiądziecie wieczorem z kubkiem ciepłej herbaty w jednej ręcę oraz "Światłem" w drugiej, to nim się obejrzycie będziecie przewracali ostatnią stronę książki. 


Może ktoś z Was miał już okazję czytać? Jeśli tak, to koniecznie podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję: