Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Albatros. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 września 2018

"Ostatnia Wyrocznia" - James Rollins

Długo szukałam autora piszącego podobne książki do Dana Browna - sensacyjne, z wartką akcją oraz wciągające od pierwszej strony. W końcu go znalazłam! A o kim mowa? O Jamesie Rollinsie - swoją przygodę z tym pisarzem rozpoczęłam od książki "Ostatnia Wyrocznia" i już teraz mogę Wam powiedzieć, że na pewno nie jest to ostatnia przeczytana przeze mnie powieść Rollinsa.


Rok 398, świątynia Apollina w Delfach na górze Parnas. Z rozkazu cesarza Rzymu legionista zabija Pytię – kobietę zasiadającą na tronie wyroczni wielbionej przez władców i zdobywców antycznego świata. 
Waszyngton, czasy współczesne. Na rękach Pierce’a umiera starszy człowiek, śmiertelnie postrzelony przez snajpera. Okazuje się, że zabity to profesor neurologii Archibald Polk, jeden z współzałożycieli Sigmy. Dlaczego zginął? Odpowiedź może ukrywać zakrwawiona grecka moneta przedstawiająca świątynię w Delfach…
Polk był jednym ze współpracowników tajnego Projektu JASON, w którym na zlecenie rządu wybitni naukowcy prowadzili badania nad autystycznymi dziećmi odznaczającymi się wyjątkowym talentem. Grayson i agenci Sigmy będą musieli przemierzyć cały świat – od Waszyngtonu, przez indyjskie slumsy i napromieniowane ruiny Czarnobyla, po opuszczone podziemne miasto w Uralu – by rozwikłać zagadkę , której korzenie sięgają starożytnej Grecji. I powstrzymać szaleńca, który nie zawaha się przed zgładzeniem jednej czwartej ziemskiej populacji, by urzeczywistnić swój plan zdobycia niczym nieograniczonej władzy…


Gdy przeczytałam opis "Ostatniej Wyroczni" wiedziałam, że ta książka może mi się spodobać. Na szczęście się nie pomyliłam. Akcja pędzi w zawrotnym tempie już od pierwszej strony. Autor zgrabnie przeskakuje między wydarzeniami oraz miejscami, w których się one rozgrywają, zmienia narratorów na każdym kroku. Na początku miałam mały problem, aby połapać się w tym natłoku informacji, jednak kiedy skupiłam się tylko i wyłącznie na książce i bohaterach wszystko stało się dla mnie jasne i klarowne. Wielkim plusem jest to, jak autor zgrabnie i sprytnie połączył ze sobą na pozór nic nie mające ze sobą wspólnego wątki i osoby. Książkę czyta się bardzo szybko, po prostu się przez nią płynie, napięcie sięga zenitu, a czytelnik jak najszybciej chce dowiedzieć się, co się za chwilę wydarzy. Język powieści nie zawsze jest jasny w odbiorze, autor używa wyszukanych słów oraz posługuje się specjalistycznym słownictwem, które nie zawsze potrafiłam rozszyfrować, ale od czego są słowniki, prawda? ;) Rollins posiada talent do opisywania miejsc, ludzi i wydarzeń. Dawno nie czytałam książki, w której są aż tak szczegółowe opisy, tę powieść czuję się całym sobą, dosłownie jakbyśmy sami uczestniczyli w opisanych w niej wydarzeniach. Mnogość epitetów oraz onomatopei sprawiają, że wyobraźnia czytelnika pracuje na najwyższych obrotach. Jeżeli chodzi o samą fabułę, to moim zdaniem idealnie sprawdziłaby się na dużym ekranie. Jeśli lubicie kino przygodowe i sensacyjne oraz szukacie książki w podobnych klimatach, to z czystym sumieniem mogę Wam polecić "Ostatnią Wyrocznię". A może kiedyś doczekamy się ekranizacji? ;)

Co do słabych stron, to znalazłam tylko jedną: bohaterowie. Są oni bezbarwnymi postaciami, autor kładzie nacisk na akcję i emocje, niestety zapominając o tych, którzy tworzą całą tę historię. Ciężko mi cokolwiek powiedzieć o występujących w książce postaciach, gdyż oni naprawdę nie mają żadnych cech charakteru. Jedyne co mają to nazwisko i imię, które czasem też mogą się Nam mylić. 


Jeśli lubicie powieści sensacyjne i przygodowe, a twórczość Dana Browna nie jest Wam obca, to jestem pewna, że polubicie się również z książkami Jamesa Rollinsa! Dla fanów intryg, zagadek, wartkiej akcji i wielu emocji lektura "Ostatniej Wyroczni" jest obowiązkowa. Ja na pewno sięgnę jeszcze po powieści tego autora. Jeśli jakieś czytaliście, to możecie mi polecić w komentarzach. :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros:



poniedziałek, 13 sierpnia 2018

"Apartament w Paryżu" - Guillaume Musso

Do tej pory miałam do czynienia tylko z jedną książką Guillaume Musso, a mianowicie z "Dziewczyną z Brooklynu". Nie była to zła powieść, jednak nie wywarła na mnie aż tak dobrego wrażenia. Postanowiłam dać jednak temu autorowi jeszcze jedną szansę i sięgnęłam po Jego najnowszą książkę "Apartament w Paryżu". Jak tym razem przebiegło to spotkanie? Czy Musso udało się mnie oczarować?


Paryż, pracownia malarska ukryta w pełnym zieleni zaułku. Madeline właśnie ją wynajęła, żeby odpocząć i cieszyć się samotnością. W wyniku nieporozumienia w to samo miejsce trafia Gaspard, młody pisarz ze Stanów Zjednoczonych, który chce w spokoju popracować nad nową książką. Los skazuje tych dwoje wrażliwych samotników na dzielenie jednej przestrzeni życiowej. Pracownia należała do słynnego artysty, Seana Lorenza; we wnętrzu wciąż widać jego fascynację kolorami i światłem. Pogrążony w smutku po śmierci syna malarz zmarł rok wcześniej, pozostawiając po sobie trzy obrazy, które wkrótce przepadły bez wieści. Madeline i Gaspard, zafascynowani geniuszem i zaintrygowani tragicznym losem poprzedniego lokatora, postanawiają połączyć siły, aby odzyskać te niezwykłe malowidła. Zanim odkryją sekret Seana Lorenza, będą musieli zmierzyć się z własnymi demonami, a prowadzone przez nich śledztwo na zawsze odmieni ich życie.


"Apartament w Paryżu" ma swoje wady i zalety, jednak niestety to minusy przeważają. Przez pierwsze sto stron akcja posuwa się do przodu w żółwim tempie, a autor zasypuje czytelnika mnóstwem francuskich nazw (ja łamałam sobie język w trakcie czytania), których i tak na dobrą sprawę nie będzie on w stanie zapamiętać. Później wcale nie robi się ciekawiej, oczywiście są momenty, w których nie będziecie mogli odłożyć książki, gdyż będziecie chcieli dowiedzieć się, co będzie dalej, jednak przez większość czasu powieść wieje nudą, mam wrażenie, że autor nie miał na nią dobrego pomysłu. Jest chaotyczna, dostajemy mnóstwo opisów (one akurat mi nie przeszkadzały) i ubogą liczbę dialogów, które niestety nie mają w sobie zbyt wielu emocji. Stosunki, które wiążą bohaterów są płytkie (chociaż nie możemy spodziewać się niczego więcej po kilkudniowej znajomości), nie czuć chemii między nimi (nie mam na myśli miłości czy zauroczenia, tylko jakiekolwiek emocje, pozytywne bądź negatywne - to już akurat bez różnicy). Jeżeli chodzi o samych bohaterów, to cieszę się, że autor skupił się na przedstawieniu ich wyrazistych charakterów oraz wydarzeń z przeszłości, które wpłynęły na ich zachowanie i osobowość. Każdy z osobna jest bardzo ciekawą postacią, jednak zestawieni razem niestety ze sobą nie współgrają.


Wielką zaletą powieści jest wątek artystyczny, dla fanów sztuki i malarstwa na pewno wyda się interesujący, zwłaszcza że mamy tutaj porównania do wielu sławnych malarzy i artystów, a dodatkowo możemy dowiedzieć się czegoś nowego o tej dziedzinie życia. Nie mogę napisać, że książkę czytało mi się szybko, gdyż szło mi to dosyć opornie, tak jak wspomniałam wcześniej: niektóre wątki naprawdę mnie wciągnęły, inne natomiast wynudziły. Ciężko mi też przypisać "Apartament w Paryżu" do jakiegoś znanego mi gatunku książek: ani to nie jest thriller, ani romans, ani powieść obyczajowa. Mam wrażenie, że autor chciał połączyć zbyt dużo elementów z różnych gatunków i ostatecznie nie wyszło mu to najlepiej. Ale jednocześnie podziwiam Go za próbę wyjścia poza utarte schematy i wymyślenia czegoś nowego. 


Moje drugie spotkanie z twórczością Guillaume Musso nie należało do udanych, jednak może jeszcze kiedyś dam temu autorowi kolejną szansę. Jeśli jesteście miłośnikami książek tego pisarza, to "Apartament w Paryżu" pewnie również przypadnie Wam do gustu. Jeżeli jednak dopiero zamierzacie sięgnąć po jakąś Jego powieść, to nie polecam zaczynania właśnie od tej najnowszej. Uważam, że książka miała ogromny potencjał, mógł być z niej dobry thriller ze świetnie rozbudowanym wątkiem sztuki i malarstwa. Niestety coś nie zagrało. Może następnym razem będzie lepiej.

Lubicie twórczość Guillaume Musso? Czytaliście już Jego najnowszą powieść? Jeśli tak, to podzielcie się wrażeniami :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Albatros.


poniedziałek, 2 lipca 2018

"Kirke" - Madeline Miller

Mitologia grecka fascynuje mnie odkąd pamiętam. Czasy starożytności to moja ulubiona epoka w literaturze i sztuce. Zatem, jak się zapewne domyślacie, bardzo się ucieszyłam na wieść o polskiej premierze "Kirke" Madeline Miller, której akcja rozgrywa się właśnie w starożytności. Gdy już wyszłam z podziwu nad przepiękną oprawą książki, na okładce w oczy rzucił mi się tekst "Daj się oczarować". Sprawdźcie zatem, czy "Kirke" udało się zdobyć moje serce.


W domu Heliosa, boga słońca i najpotężniejszego z tytanów, rodzi się córka. Kirke jest dziwnym dzieckiem – nie tak potężnym jak ojciec ani tak bezwzględnym jak matka... Dziewczyna próbuje odnaleźć się w świecie śmiertelników, lecz odkrywa w sobie czarnoksięską moc, dzięki której może zagrozić samym bogom… Z tego powodu zostaje wygnana. Nie zamierza jednak przestać kształcić się w czarach. Jej ścieżki skrzyżują się z Minotaurem, Dedalem, jego synem Ikarem, morderczą Medeą i, oczywiście, z przebiegłym Odyseuszem. Samotna kobieta zawsze narażona jest na niebezpieczeństwo, a Kirke nieświadomie budzi gniew zarówno w ludziach, jak i w mieszkańcach Olimpu. Aby ochronić to, co kocha, będzie musiała zebrać wszystkie siły i zdecydować, czy należy do bogów, z których się urodziła, czy do śmiertelników, których pokochała.


Jestem już blisko tydzień po lekturze "Kirke", a do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, jak świetną i interesującą historię stworzyła Madeline Miller. Jestem totalnie oczarowana bohaterami (głównie postaciami, które pamiętam z mitologii greckiej), fabułą, a także przesłaniem, które niesie ze sobą ta powieść. W książce mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową, która pozwala czytelnikowi na zżycie się z główną bohaterką, zrozumienie jej problemów, dylematów i toku myślenia. Autorka skupia uwagę na opisach przyrody, a także na przemyśleniach Kirke, dialogów nie znajdziemy tu za wiele. Jednak mi w niczym to nie przeszkadzało, losy tytanki tak mnie pochłonęły, że nim się obejrzałam, już przewracałam ostatnią stronę. Madeline Miller zadbała o najdrobniejsze szczegóły, z łatwością możemy sobie wyobrazić miejsca, które po drodze odwiedzamy wraz z bohaterką. Mimo że nie jest ich zbyt wiele i akcja powieści rozgrywa się głównie na osamotnionej wyspie Ajai, a ja miałam pewne obawy przed tym, że książka może być z tego powodu nudna, to nic bardziej mylnego! Postaci odwiedzające Kirke, które znamy z mitologii, są świetnie wykreowane i są wielką zaletą tej powieści. Język i styl autorki są osobliwe i wyjątkowe, zdaję sobie sprawę, że nie każdemu mogą przypaść do gustu, jednak mnie totalnie oczarowały. Akcja nie pędzi w zawrotnym tempie, co dla fanów dynamicznych powieści może być problemem, jednak "Kirke" to uczta dla miłośników pięknego języka nieszablonowych i oryginalnych historii oraz wyrazistych bohaterów.


Lektura "Kirke" była dla mnie niesamowitą przygodą, idealną okazją na przypomnienie sobie ukochanej przeze mnie mitologii greckiej. Bóg Słońca Helios, waleczny Odyseusz, posłaniec bogów Hermes oraz dzielny Dedal to tylko niektóre z postaci, które czekają na Nas na kartach powieści Madeline Miller. Co więcej czeka Nas też lekcja miłości, poświęcenia, walki z szyderstwami, a także odnalezienia własnej tożsamości i przynależności. "Kirke" to współczesna powieść zanurzona całkowicie w mitologii, dotyka jednak problemów, z którymi zmagamy się na co dzień. Ja nadal nie mogę wyjść z podziwu nad wyjątkowością historii, którą stworzyła autorka i jestem pewna, że jeszcze niejeden raz do niej wrócę.


Piękna okładka "Kirke" to tylko wstęp do barwnej i wyjątkowej historii, która zachwyca od pierwszej do ostatniej strony. Polecam każdemu!

Jeśli jesteście już po lekturze, to dajcie znać, czy "Kirke" również Was oczarowała! :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję: