wtorek, 13 lutego 2018

"Kłamczucha" - E. Lockhart

Pewnie każdy z Was zna powiedzenie, że kłamstwo ma krótkie nogi. Jednak czy zna je również tytułowa Kłamczucha, bohaterka najnowszej powieści E. Lockhart? Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Jeśli chcecie wiedzieć, czy udane, to zapraszam na recenzję!


Wierzyła, że im więcej wypocisz na treningu, tym mniej wycierpisz w walce.
Wierzyła, że najlepszym sposobem, by uniknąć złamanego serca, jest udawać, że się go nie ma.
Wierzyła, że to, jak mówisz, jest często ważniejsze niż to, co masz do powiedzenia.
Wierzyła też w filmy akcji, trening siłowy, potęgę makijażu, ćwiczenie pamięci, równe prawa oraz to, że z filmików na YouTube można się nauczyć miliona rzeczy, których na próżno szukać w college’u.

Jule West Williams to wojowniczka, dziewczyna kameleon, zawsze gotowa do ataku.
Imogen Sokoloff to dziedziczka fortuny i zagubiona w życiu sierota. Co przyniesie przyjaźń tych dwóch tak różnych dziewczyn?


Zacznijmy od plusów tej powieści. Co urzekło mnie w "Kłamczusze"? Na pewno bardzo oryginalny i kreatywny zabieg, który zastosowała autorka, mianowicie opowiedziała Ona historię głównej bohaterki od końca. Niektórzy uważają, że wprowadziło to niepotrzebny chaos do książki, nie mogli połapać się w bieżących wydarzeniach. Ja na szczęście nie miałam tego problemu, skrupulatnie zapamiętywałam wszystkie istotne szczegóły każdego kolejnego rozdziału, aby za chwilę dowiedzieć się, co kierowało bohaterką w danej sytuacji. Bo skoro już znałam skutek działania Jule, to musiałam przecież jeszcze poznać jego motyw, prawda? Autorka świetnie zbudowała napięcie, nie mogłam oderwać się od książki i pochłonęłam ją w ekspresowym tempie. Mimo że język powieści jest łatwy i prosty w odbiorze, co wspomaga szybkie czytanie, to powieść wymaga od czytelnika maksymalnego skupienia, żeby żaden istotny szczegół mu nie umknął. Na plus jest także wątek kryminalny, który sprawił, że autorka wyszła poza ramy tradycyjnej powieści młodzieżowej, dodała coś od siebie. "Kłamczucha" nie należy do powieści łatwych, jednak po przeczytaniu na pewno pozostanie na dłużej w Waszej pamięci. Ja do tej pory się zastanawiam nad przesłaniem tej książki, bo muszę przyznać, że chyba nie do końca je zrozumiałam. 

I w tym momencie niestety nadszedł czas na słabe strony lektury. Największym rozczarowaniem było dla mnie zakończenie tej książki. Nie dość, że nagłe i moim zdaniem nieprzemyślane przez autorkę, to sprawiło, że ostatecznie nie znalazłam sensu całej powieści. "Kłamczucha" przez prawie 300 stron mocno trzymała mnie w napięciu, wręcz nie mogłam się doczekać, aż poznam ostatni rozdział i byłam bardzo ciekawa, jakiego asa w rękawie trzymała dla czytelników E. Lockhart na sam koniec. Niestety okazało się, że żadnego... Muszę przyznać, że dawno żadne zakończenie książki mnie aż tak nie rozczarowało, zniszczyło dobre zdanie, które zdążyłam wyrobić sobie o powieści w trakcie czytania. No cóż, nie zawsze jest idealnie, tym razem autorce w ostatnim rozdziale coś zdecydowanie nie wyszło. Jeżeli chodzi o kolejne minusy "Kłamczuchy", to jest to niewyjaśnienie do końca wszystkich rozpoczętych wątków. Mam wrażenie, że ta historia nie została opowiedziana do końca, a autorka rozpoczynając kolejne epizody zapominała o nich przy następnych rozdziałach. Może jakbym aż tak bardzo nie skupiała się na wszystkich szczegółach, to by mi to aż tak bardzo nie przeszkadzało, jednak ostatecznie mam wrażenie, że E. Lockhart sama zagubiła się w tej historii. Jeżeli chodzi o bohaterów, to uważam, że zostali oni przedstawieni zbyt powierzchownie. Osobiście nie do końca potrafiłam wczuć się w skórę Jule i zrozumieć jej decyzje. Moim zdaniem książka zyskałaby, jeśli autorka dołożyłaby do niej chociażby sto stron i lepiej pociągnęła niektóre wątki oraz przybliżyła czytelnikowi charaktery bohaterów. 


Czy polecam? Ciężkie pytanie. Na pewno radzę Wam przeczytać "Kłamczuchę" chociażby po to, aby wyrobić sobie o niej własne zdanie. Może autorka Was bardziej do siebie przekona i znajdziecie przesłanie w tej powieści, którego ja niestety szukam na próżno nawet po zakończeniu lektury. Niewykluczone, że zrobię kiedyś reread tej książki i wtedy spojrzę na nią zupełnie inaczej. 

Jeśli czytaliście już najnowszą powieść E. Lockhart, to koniecznie dajcie znać jakie są Wasze opinie na jej temat! Czy Wy też macie problem z tym zakończeniem? 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję:


sobota, 13 stycznia 2018

"Kroniku Jaaru. Czarny Amulet" - Adam Faber

Nie wiem, czy pamiętacie jak w recenzji pierwszego tomu Kronik Jaaru trochę narzekałam. Wspomniałam jednak, że wybaczam autorowi wszystkie błędy ze względu na to, że był to Jego pisarski debiut. Niedawno miała premierę druga część przygód Kate Hallander oraz jej fera Fiona. Czy tym razem autor spełnił moje oczekiwania? I czy poprawił błędy popełnione w "Księdze Luster"?


Odkąd Kate poznała tajemniczy Jaar, jej życie uległo całkowitej zmianie. Nie jest już zwykłą nastolatką, a początkującą czarownicą. Po raz pierwszy wybiera się na magiczne wakacje, gdzie poznaje inne młode wiedźmy. Szybko okazuje się jednak, że oprócz nowych przyjaciół zyska „magicznego prześladowcę”, który nawiedza jej sny. Wraz z ferem Fionem próbują odkryć, o kogo może chodzić. Podejrzenia mogą paść na każdego, z kim Kate miała do tej pory kontakt, a lista potencjalnych prześladowców się wydłuża. Świat ludzi i Jaar nigdy jeszcze nie były sobie tak bliskie. Co przyniesie nowa era? Z czym będą się zmagać Strażnicy Żywiołów?


Już na wstępie muszę powiedzieć, że "Czarny Amulet" w moim odczuciu jest dużo lepszy od "Księgi Luster". Pierwszy tom był tylko wstępem do ciekawych przygód młodej czarownicy Kate Hallander, dlatego też nie obfitował w dużą ilość wydarzeń oraz szybko pędzącą akcję, autor skupił się głównie na tym, aby jak najlepiej wprowadzić czytelnika w magiczny świat Jaaru. W drugiej części wszystko się jednak zmienia. Po pierwsze historia jest opowiadana z punktu widzenia zarówno Kate jak i Jonathana, co pozwala czytelnikowi na lepsze poznanie bohaterów oraz przeszłości obiektu westchnień młodej czarownicy. Fabułę dodatkowo urozmaicają nowe postacie, których zachowanie Kate wydaje się mocno podejrzane. Mam nadzieję, że autor znajdzie dla nich miejsce również w kolejnych tomach, gdyż muszę przyznać, że niektórych z nich bardzo polubiłam. 


W "Czarnym Amulecie" nie ma czasu na nudę, akcja pędzi w zawrotnym tempie, przez co książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Sam pomysł na fabułę drugiego tomu Kronik Jaaru bardzo przypadł mi do gustu, jednak mam pewien niedosyt związany z małą ilością wydarzeń rozgrywających się w Jaarze, autor skupił się tym razem na głównych bohaterach, tym samym magiczne istoty odstawiając na bok. Podobnie jak w "Księdze Luster" Pan Faber czerpie pomysły z innych książkowych serii dla młodzieży. Na kartach powieści można znaleźć bardzo wiele podobieństw do Harry'ego Pottera, co moim zdaniem jest niestety słabą stroną tej lektury. Na szczęście kreatywność autora też jest w książce widoczna :)


Jeśli szukacie książki pełnej magii, osobliwych stworzeń, która przeniesie Was w fantastyczny świat Jaaru i sprawi, że powrócicie do czasów młodości, to koniecznie musicie sięgnąć po serię Adama Fabera. Gwarantuję, że nie będziecie się nudzić podczas lektury. A ja już zacieram rączki na "Siedem Bram", których premiera już 28.02! 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję: